Droga uczy uważności. Nawet taka krótka, kilkukilometrowa, jak moja do pracy. Ciągle przemieszczam się za szybko, za mało patrzę, za mało uwagi poświęcam temu, co przede mną. Nie jestem wystarczająco przygotowana na spotkanie... I przegapiam. I żałuję.
Rok temu, może nawet dwa, dostrzegłam
na polu chmarę jeleni. Włączyłam aparat w telefonie i wycelowałam w gromadkę,
zachwycona bliskością i majestatem natury, po czym, gdy już rogate towarzystwo zniknęło
z mojego pola widzenia, dotarło do mnie, że nie włączyłam nagrywania! Od tamtej
pory intensywnie wypatruję tego, dla mnie niemal mitycznego, stada, ale nasze drogi
już nigdy więcej się nie przecięły…
Drugim cudownym stworzeniem,
które dostrzegłam nieopodal drogi, był bielik.
Stał na łące, spokojny, dumnie wyprostowany, nad w połowie zjedzoną ofiarą. Też
nie zdążyłam tego uwiecznić. A gdy po kwadransie wracałam, króla przestworzy
już nie było. Jego obraz jednak zapadł mi mocno w pamięć. Podobnie jak jelenie.
Piszę o tym, bo dzisiaj coś drgnęło.
Odnotowuję pewien postęp. Udało mi się uchwycić kolejne skrzydlate stworzenie
(niestety, nie był to pegaz). I choć na zdjęciu uwiecznione zostało jako
niepozorny punkt, to dla mnie jest to chwila przełomowa. Czuję się zmobilizowana
do dalszego patrzenia. Nie chciałabym przegapić czegoś ważnego…






.jpg)


.jpg)








.jpg)



.jpg)


























