sobota, 11 lipca 2026

Nie daj się oszukać!

        Wraca sobie człowiek z pracy do domu, zajechany jak koń po westernie, po całym tygodniu, raduje się piątkowym popołudniem, a tu nagle… dzwoni telefon! Człowiek odbiera połączenie i, o dziwo, po drugiej stronie odzywa się drugi człowiek! I zaczyna się pełna emocji rozmowa o danych wrażliwych, o rzekomym kredycie na człowieka (czyli na mnie!) zaciągniętym, o spłacie, o działaniach służb, o czekającej mnie rozmowie z funkcjonariuszem (jutro, czyli w sobotę), o wzywaniu mnie do wystąpienia w charakterze świadka itd. I jeszcze mam nikomu nic nie mówić. Nikomu! Nawet mojemu prawnikowi! Zostałam zapytana o wiele rzeczy, m.in. o to, w którym banku mam konto i ile mam środków na tym koncie. Jak nie podam, to oni nie będą mogli ubezpieczyć/zabezpieczyć/cofnąć tego „mojego” rzekomego kredytu i będę musiała go spłacać. Stwierdziłam, że nie podam salda konta, bo najpierw muszę porozmawiać z policją. Tu niespodzianka - pan się zaczął irytować i nalegać, żebym podała, bo za miesiąc przyjdzie mi wezwanie do spłaty zadłużenia i pierwsza rata na ponad 2000,00 zł. Rozłączać się też nie mogę, bo jak się rozłączę to oni mi nie pomogą. Tak ta cała akcja wyglądała w skrócie. 

        Z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że pan się przedstawił (mówił ze wschodnim akcentem), podał nazwę banku, w którym niby miał pracować, podał numer kadrowy (nie pracowniczy – kadrowy!), po czym przeszedł do przekazywania wiadomości, że kredyt i tak dalej, w międzyczasie dopytując czy składałam wniosek o kredyt, czy ktoś może mieć dostęp do moich danych wrażliwych, w jakim banku mam konto itd. Mimo że mieszkam „pod kamieniem” i mam nikłe pojęcie o cyberprzestępstwach to „redflagi” odpalały mi się co chwilę przez całą tę rozmowę. 

        Wiem, mogłam nieco wcześniej się rozłączyć, ale z drugiej strony byłam ciekawa (a ciekawość to pierwszy stopień do…), jak dalej się potoczy ta konwersacja. W końcu jednak wcisnęłam czerwoną słuchawkę na ekranie, po czym wykonałam kilka telefonów do znajomych osób (DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE!!!), żeby przegadać temat i ustalić, co zrobić z tym wszystkim. Otrzymałam bezcenne rady, które wprowadziłam w życie w trybie natychmiastowym: 1) telefon do banku, 2) zastrzeżenie numeru PESEL. Pani z banku powiedziała, że to wszystko wskazuje na próbę oszustwa, że mają sporo takich zgłoszeń i że oszuści posługują się danymi pracowników banku, zamieszczonymi na jego stronie. Po rozmowie zastrzegłam PESEL w aplikacji mObywatel i padłam na łóżko, zirytowana, nieco przygnębiona, zdegustowana i zmęczona, w dodatku z refleksją, że jak coś się dzieje gdzieś daleko, to wydaje się nierealne czy wręcz niemożliwe. Ale kiedy problem dotyka mnie, wówczas następuje bolesne zderzenie z rzeczywistością…

        Nie wiem, jaki będzie finał tej historii. Czy zadzwoni do mnie jednak jakiś funkcjonariusz? Czy zostanę wezwana w charakterze świadka? Czy dostanę wezwanie do spłaty kredytu? Tego wszystkiego dowiecie się w następnym odcinku serialu zwanego życiem…

Tymczasem, bądźcie czujni i bezpieczni! Chrońcie swoje dane! I niech oszuści Was omijają szerokim łukiem!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz